Jakiś czas temu wpadłem na pomysł żeby pójść na zdjęcia do piwnicy. Namówiłem na sesję modelkę – Marysię (gorące podziękowania za poświęcony czas). I poszliśmy. Szczęście nam dopisało, bo ktoś zostawił parę rekwizytów – stare krzesło i hulajnogę
Zaczęło się niewinnie:
Lampa błyskowa z parasolką na statywie między mną a modelką po lewej stronie. Zrobiliśmy kilka fotek. Później lampa po prawej stronie. Bliżej, dalej. Trochę czasu na oswojenie się z pomieszczeniem, rozkręcenie atmosfery.
Trochę kombinowania, różnych ustawień. Przyszedł czas na dodanie drugiej lampy. Poszedłem za modelkę, ustawiłem lampę około 5 metrów (jak dobrze pamiętam). Lampa ustawiona na wyzwalanie światłem. Bez żadnych modyfikatorów. Moc – pewnie na maxa. Pierwsze zdjęcie i “no, no, to mi się podoba”
Trochę kombinowania żeby statywu od lampy z tyłu nie było widać. Marysia się rozkręciła:
Na zdjęciu powyżej – jedna lampa z tyłu, jedna z prawej strony skierowana w parasolkę co dało wygładzający efekt. Kilkanaście kolejnych zdjęć w podobnym klimacie i ustawieniu – kombinowanie z innymi pozami, minami. Znudziło się nam w końcu – ile to można molestować hulajnogę?
Przyszła kolej na zdjęcia przy ścianie, miały być słodkie i grzeczne jednak doszedłem do wniosku, że po co? Lepiej spróbować czegoś bardziej radykalnego:
Lampa błyskowa z tyłu skierowana w parasolkę, stojąca za modelką i oświetlająca jej plecy. Tak, tak, tak! To jest to – pomyślałem
Cześć tła została prześwietlona co odseparowało sylwetkę od ściany, cień z przodu – wszystko to nadało klimatu tej fotografii.
Później postprodukcja – korekcja ekspozycji, saturacja (lekko w górę przy większości zdjęć), balans bieli, kontrast – tutaj jak pewnie zauważyliście totalne szaleństwo krzywymi
Ale tak miało być. I tak oto powstał efekt finalny.
Czego się nauczyłem
Po pierwsze i najboleśniejsze dla mnie – przy takich zdjęciach aparat powinien być na statywie, używałem przez połowę czasu obiektywu 80-210 i żeby uzyskać w miarę ostre zdjęcia musiałem używać ISO800 (+ włączona redukcja drgań w aparacie). Oba statywy, które posiadam były wykorzystane i już na aparat nie starczyło. No i w efekcie (również mojej postprodukcji) szumy wylazły i kłuły w oczy
Po drugie – wyzwalacze radiowe, bliższą lampę wyzwalałem kablem, który zdecydował utrudnić nam życie – także seria 5-10 zdjęć i kombinowanie aż zaskoczy – połowa czarnych, bo nie zaskoczył. To już w przyszłości nie będzie dla mnie problemem, bo przedwczoraj zamówiłem zestaw Elinchrom Skyport
Warto kombinować i “psuć” zdjęcia. Trzeba wyjść poza “bezpieczną strefę” – prześwietlaj, nie doświetlaj, ustawiaj dziwnie światło a coś może z tego wyjść ciekawego
Czasami warto posłuchać się Żony i wynieść coś do piwnicy
Dzięki temu wpadł mi na pomysł na zdjęcia.
Ostatnie i najważniejsze, że potrafię robić takie zdjęcia



